• Kamil Pacholec: Chopin fascynuje wszystkich
    Jan 11 2026
    Kamil Pacholec, rocznik 1998, mimo młodego wieku osiągnął już bardzo wiele w sztuce, którą uprawia. W 2021 roku został finalistą XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego imienia Fryderyka Chopina. Będąc gościem audycji „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” przyznał, że nie zastanawiał się nad liczbą nagród, które posiada. - Skupiałem się zawsze na artystycznych celach. Wiem, nagrody są miłe, ale ile ich mam, można policzyć na palcach obu rąk. Ta najważniejsza to oczywiście finał Konkursu Chopinowskiego. To było ogromne przeżycie dla młodego człowieka – mówi pianista. Na pytanie, jak koncentruje się przed występami odpowiedział, że stara się odcinać od konkursowej atmosfery. Tak było przynajmniej w trakcie konkursu w 2021 roku. - Byłem odcięty od mediów, tylko ćwiczyłem i miałem duże wsparcie rodziny. Przecież te wszystkie informacje, które pojawiają się w mediach, jacy jesteśmy, może to wpływać deprymująco. Jeśli chodzi o występy, to trzeba doświadczyć pewnej ich ilości. Stres pojawia się na kilka dni przed występem, ale już w trakcie koncertu skupiam się wyłącznie na muzyce – stwierdził. Kamil Pacholec przypomniał, że zwycięzca edycji konkursu z 2021 Bruce Liu powiedział w jednym z wywiadów, że grając wyobraża sobie publiczność, jako owoce. - Ale ja, nie mam żadnej metody na skupienie, mówił gość Radia Kielce. Przyznał także, że irytują go – przed wejściem na scenę - rozmowy na tematy przyziemne. - Nie pozwalają się dokładnie skupić i wejść mentalnie do świata muzyki - dodał. Pianista przed swoim recitalem często sięga po twórczość ulubionych kompozytorów, na przykład Artura Rubinsteina. Wymaga tego również proces nauki i studiów. To również pomaga na spojrzenie z innej perspektywy na muzykę Chopina. Młody kielczanin przyznał, że Artur Rubinstein znalazł w życiu coś co dawało mu radość tworzenia i tym i oddychał na co dzień. To ważne, by mieć inspirację. Pianista przypomniał, że w trakcie jego koncertu w Carnegie Hall w Nowym Jorku miał przyjemność spotkać się z córkami Artura Rubinsteina, jego idola. Było to bardzo symboliczne i znamienne. Kamil Pacholec zdradził, że kiedyś – ku przerażeniu nauczycieli muzyki - uwielbiał jeździć na deskorolce. Na co dzień uprawia pływanie, gra w tenisa stołowego i biega. Marzy o tym, aby kiedyś wrócić do czynnego uprawiania sportu. Tak, jak to było kiedyś. Wspominając dzieciństwo Kamil Pacholec zdradził, że jego przygoda z muzyką zaczęła się w momencie, gdy w prezencie otrzymał od rodziców książeczkę z dołączoną klawiaturą. I to był początek przygody z muzyką. Potem przyszedł czas na próby komponowania własnych utworów i zauroczenie Fryderykiem Chopinem. - Czytałem o nim książki, próbowałem nawet naśladować jego pismo, podpisy. Moim zdaniem Chopin to kompozytor, który fascynuje wszystkich. Tych, którzy całe życie jego studiują i tych, którzy stykają się z nim po raz pierwszy. Dla mnie to był geniusz kompozytorski, a jego muzyka wciąż bardzo wielu porusza - powiedział Kamil Pacholec. - Dlatego udało mi się odnowić fortepian z 1850 roku, który pozostał w rodzinnym domu w Kielcach, aby w inny sposób doświadczyć muzyki Fryderyka Chopina - dodaje. W tym roku Kamil kończy studia doktoranckie w USA i zamierza podróżować nie tylko pomiędzy Kielcami i Miami. - Marzę o tym, aby muzyka grała rolę główną w moim życiu – stwierdził Kamil Pacholec.
    Show More Show Less
    32 mins
  • Włodek Pawlik - kompozytor, pianista, jazzman
    Jan 4 2026
    Włodek Pawlik należy do tych artystów, których biografia wymyka się prostym kategoriom. Laureat nagrody Grammy, uznany pianista i kompozytor jazzowy, a zarazem uważny obserwator codzienności, wciąż potrafi zaskakiwać opowieściami, które prowadzą daleko poza scenę koncertową. W najnowszej rozmowie w Radiu Kielce artysta odsłania mniej znane wątki swojego życia – od sportowych pasji po osobiste historie splatające muzykę z losem innych ludzi.Włodek Pawlik wspomina w rozmowie z dziennikarzami Radia Kielce moment, kiedy jako pianista miał zagrać kompozycję Fryderyka Chopina na otwarciu Mistrzostwa Świata w Piłce Siatkowej w 2022 roku, które odbywały się w Polsce.- Fortepian znajdował się na platformie na wysokościach. W hali tysiące ludzi i niewyobrażalny hałas. Kiedy tam wszedłem byłem przekonany, że tłum zagłuszy muzykę. Na boisku w tym samym czasie choreografowie przygotowali taniec, balet. I kiedy zacząłem grać, a oni zaczęli tańczyć, to stało się coś niesamowitego. Cisza. Jakby ktoś wyłączył w jednej chwili te tysiące osób. Po występie brawa. Wtedy pokochałem polską siatkówkę – wspomina.Zanim jednak fortepian stał się jego naturalnym środowiskiem, Pawlik poważnie myślał też o piłce nożnej.- Jako nastolatek byłem trampkarzem KSZO Ostrowiec i trener widział nawet we mnie potencjał. To były dwa lata, siódma i ósma klasa podstawówki. W domu jednak królowała muzyka, tata skrzypek, mama śpiewaczka Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Wybór drogi muzycznej wydawał się naturalny.Jego życie artystyczne przeplata się z osobistymi relacjami. W jednej z opowieści Włodek Pawlik wraca do poszukiwań polskich korzeni amerykańskiego jazzmana i przyjaciela Randy’ego Breckera, w które zaangażował się razem z żoną i lokalnym historykiem. W tle pojawia się wątek choroby jego brata Michaela – białaczki i poszukiwań dawcy szpiku kostnego.- Szukaliśmy kogoś z odpowiednim „kodem” genetycznym. Wiedzieliśmy tylko, że jego korzenie sięgają Suchowoli na Podlasiu. To tam trafiliśmy z żoną Jolą. Chociaż kościół, gdzie planowaliśmy pytać był zamknięty, to pomógł nam tata uczennicy żony, pan Gabriel. Bez trudu rozczytał amerykański fax z fonetycznym zapisem nazwiska przodków Michaela i Randy’ego. Nazywali się Tykoccy i pochodzili z Tykocina.Tykocin dla muzyków był inspiracją płyty: „Nostalgic Journey: Tykocin Jazz Suite”. Płyta ta zrobiła furorę w Stanach Zjednoczonych. Kolejna płyta „Night in Calisia” przyniosła Kielczaninowi nagrodę Grammy w kategorii Best Large Jazz Ensemble Album.Włodek Pawlik urodził się w Kielcach i przez pierwsze 2 lata tu mieszkał, jednak późniejsze dzieciństwo spędził w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ukończył średnią szkołę muzyczną w Kielcach. Absolwent klasy fortepianu Barbary Hesse-Bukowskiej warszawskiej Akademii Muzycznej oraz Wydziału Jazzowego Hochschule fur Musik w Hamburgu.
    Show More Show Less
    43 mins
  • Magdalena Idzik, śpiewaczka z papierami do kierowania widłowymi wózkami
    Dec 28 2025
    Pochodząca z Kielc śpiewaczka przyznała, że musiała przejść egzaminy uprawniające ją do wykonywania takich czynności, jak praca na dużych wysokościach oraz obsługa widłowych wózków. Były one konieczne do wykonywania niektórych partii solowych podczas przedstawień. Przy „Requiem” Verdiego natomiast była ponad dwie godziny na scenie. I – jak dodała artystka – była to bardzo męcząca rola. W „Madame Butterfly” śpiewała pięć metrów nad sceną, będąc zabezpieczona pasami samochodowymi.Mezzosopranistka zaczynała naukę śpiewu w klasie Zofii Zamojskiej. To pod jej kierunkiem przywiozła z Ogólnopolskiego Konkursu Młodych Śpiewaków z Wrocławia drugą nagrodę. Równocześnie chodziła do klasy o profilu sportowym w Liceum Stefana Żeromskiego w Kielcach. Trenowała biegi przez płotki. I miłość od sportu i jego uprawianie pomaga jej cały czas w zawodowym życiu. Dzisiaj już nie trenuje biegania przez płotki, ale systematycznie chodzi na siłownię i pływalnie.Z nastoletnich lat Magdalena Idzik przypomniała wizytę u ortodontki, której bardzo się bała. Zamiast wspomóc zlikwidowanie sporej diastemy, specjalistka stwierdziła, że po co to robić. Z niej i tak artystki nie będzie!Magdalena Idzik zdradziła także sposób na utrzymanie głosu w dobrej formie. W trakcie rozmowy stwierdziła: głos musi się wysypiać, trzeba o niego dbać poprzez odpowiednią dietę i nie pić czerwonego wina, bo zawarty w nim barwnik osadza się na strunach.

    Ten zawód wymaga wielu wyrzeczeń i poświęceń. Trzeba wiedzieć, że jednego dnia śpiewasz we Włoszech, a już następnego jesteś w Londynie, albo Berlinie.
    Zresztą z podróżami gość audycji „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” ma również wiele wspomnień. Występując w Japonii przeżyła trzęsienie ziemi. Zdarzyło się to już w trakcie widowiska. „Patrzyłam z niedowierzaniem, co działo się na widowni” – mówiła. Do foteli przyczepione były worki na buty i kiedy doszło do drgań, worki lewitowały, ale ich właściciele spokojnie słuchali opery.Magdalena Idzik wspomniała także spotkanie z Andreą Bocellim. Włoski tenor zapukał do jej pokoju hotelowego i zapraszając ja na kolację stwierdził: świetnie wyglądasz!Swoim podopiecznym z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie tłumaczy, że bycie śpiewakiem to piękna, ale wymagająca poświęceń rola. I zadaje im pytanie: czy wiedzą, na co się decydują?

    Magdalena Idzik na scenie Teatru Wielkiego - Opery Narodowej zadebiutowała w spektaklu Śpiewnik domowy Moniuszki w reżyserii Marii Fołtyn. W swoim zróżnicowanym repertuarze artystka ma wiele partii mezzosopranowych, m.in. w takich operach jak: Eugeniusz Oniegin Czajkowskiego, Jaś i Małgosia Humperdincka, Straszny dwór, Hrabina Moniuszki, Wesele Figara, Czarodziejski flet Mozarta, Krakowiacy i Górale Kurpińskiego, Łucjaz Lammermooru Donizettiego, La Rondine, Madame Butterfly Pucciniego, Podróż do Reims Rossiniego, Salome R. Straussa, Carmen Bizeta, Rigoletto Verdiego.

    Ważnym wydarzeniem w karierze śpiewaczki był udział w wykonaniu Requiem Mozarta podczas uroczystego koncertu dla królowej belgijskiej Fabioli w 5. rocznicę śmierci króla Baudouina.

    Prywatnie Magdalena Idzik ma syna, którego wychowuje wspólnie z mężem. O rodzinie nie rozpisuje się w social mediach, wyjaśniając, że jest granica, której nie pozwoli przekroczyć nikomu.
    Show More Show Less
    36 mins
  • Ksiądz Mariusz Zakrzewski: spełniły się wszystkie moje marzenia
    Dec 21 2025
    - Spełniły się wszystkie moje marzenia. Chciałem być księdzem, chciałem być nauczycielem, chciałem prowadzić swoją gastronomię - powiedział w programie „Dzień dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” ksiądz Mariusz Zakrzewski, rektor domu i kościoła na Karczówce. Słynący z kursów przedmałżeńskich ksiądz podzielił się refleksjami o miłości, sile Karczówki i o rajskich ogrodach w trakcie niedzielnej audycji. Ksiądz Mariusz Zakrzewski powiedział, że Karczówka to wyjątkowe miejsce. Działa tam swoiste genius loci, duch miejsca, dzięki czemu dzieją się tam cuda. - Udostępniamy miejsca noclegowe na Karczówce i raz odwiedziła nas kobieta mająca ponad 50 lat. Powiedziała, że ostatni raz u spowiedzi była przed Pierwszą Komunią Świętą, żyła bez Boga. Tu się przemieniła, wyspowiadała i zmieniła swoje życie – opowiada. Droga Mariusza Zakrzewskiego do tej duchowej, zwieńczonej święceniami też była dość długa. Początkowo kochający gotować, bawić się i imprezować student dopiero podczas jednego ze studenckich wyjazdów odkrył powołanie. - Księdzem zawsze chciałem być, ale na pewnym etapie swojego życia zapomniałem o tym. Miałem dziewczynę, studiowałem w Olsztynie towaroznawstwo. Pod koniec studiów na jednym z wyjazdów w góry spotkałem pallotyna, księdza, który zaimponował mi swoją postawą życiową, otwartością. Wtedy jakby sobie przypomniałem, że przecież miałem być księdzem. Można to porównać z ludźmi, którzy się w sobie zakochują. Kiedy znajdą tę jedyną, to wiedzą że to ona. Nie potrafią tego wyjaśnić. Ja miałem podobnie, wiedziałem, że to moja droga - mówi. Wyjątkowe spotkania to również te podczas kursów przedmałżeńskich prowadzonych przez księdza Mariusza Zakrzewskiego. Ksiądz z właściwym sobie humorem mówi o tym, że ciężko znaleźć klucz na to jak dobierają się ludzie. - Czasem narzeczeni to dwa wulkany energii, charaktery wybuchowe, czasem przeciwieństwa, a czasem spokojni nudziarze. Nie ma też tygodnia, żeby nie przychodzili ludzie, którzy przeżywają kryzys w małżeństwie, mówią że nic nie czują. Ja im tłumaczę, że miłość to coś więcej niż uczucie, czuć można kamforę czy kiełbasę – mówi ksiądz Zakrzewski. Jego wielką pasją do dziś jest gotowanie. Absolwent liceum gastronomicznego i studiów o podobnym profilu samodzielnie jako pierwsze przygotował gołąbki. - Niestety podczas gotowania do garczka wpadła mi potłuczona szklanka i wszystko musiałem wyrzucić - wspomina. Kolejne próby były znacznie bardziej udane. Choć do dziś podczas Wigilii nie spróbuje ani karpia ani pierogów.
    Show More Show Less
    46 mins
  • Krzesimir Dębski pisze muzykę i historię. Nie tylko swojej rodziny
    Dec 14 2025
    Krzesimir Dębski to autor muzyki filmowej, teatralnej i popularnej. Za muzykę do „Ogniem i mieczem” w 2000 roku otrzymał nagrodę Fryderyka, a w 2020 roku uzyskał tytuł profesora sztuki. Określa się zwyczajnie: muzykiem. Chociaż przyznaje, że był okres kiedy w tej branży pisał, aranżował, ustawiał na scenie nagłośnienie i szukał sponsorów do produkcji. Kompozytor Krzesimir Dębski, urodzony w Wałbrzychu, ale związany przez całe swoje dzieciństwo z Kielcami, będzie gościem programu „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” w niedzielę (14 grudnia) po godz. 10. Wspominając dzieciństwo Krzesimir Dębski przypomniał lata, kiedy mieszkał z rodziną w miejscu, gdzie dzisiaj znajduje się Filharmonia Świętokrzyska. W tym okresie jego tata był dyrektorem Szkoły Muzycznej. Jak wspomina, ojciec był bardzo dobrze zorganizowanym człowiekiem. Znał nuty, co w tamtych czasach często było rzadkością. Potrafił również przygotować plany zajęć dla poszczególnych klas i uczniów. Dzięki temu nuty znał Krzesimir Dębski. I mimo młodego wieku uczył przychodzące na zajęcia zakonnice i członków wojskowej orkiestry z Bukówki. Kompozytor zdradził także nietuzinkowe metody uczenia rytmiki stosowane od czasu do czasu przez jego ojca. Polegały one na tym, że zimą, uczniowie byli budzeni nocą, aby pobiegać boso po śniegu. Potem – według Dębskiego seniora – mogli dalej spać, ale już z czystymi stopami. Ojciec Krzesimira Dębskiego nie należał do partii. Nie chciał do niej wstąpić. Migrował z miasta do miasta ucząc muzyki kolejne pokolenia. Dlatego z Kielc wyemigrował do szkoły w Lublinie. Był także wybitnym znawcą folkloru muzycznego, jednym ze współorganizatorów Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Ale – jak zaznaczył w audycji „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” Krzesimir Dębski – w stolicy województwa świętokrzyskiego rodzina spędziła ponad osiem lat. Kompozytor, jako młody chłopak, razem z kolegami wchodził do budowanych wówczas kanałów ściekowych i chodził w nich w kompletnych ciemnościach. Był rozrabiaką utrudniając „ruskim sołdatom” chociażby dostarczanie posiłków dla wojska stacjonującego na Bukówce. Kochał teatr i nawet zakrwawiony, po uderzeniu przez kolegę kamieniem, poszedł obejrzeć „Anię z Zielonego Wzgórza”. Rodzina Dębskich pochodziła ze Wschodu. Do Polski uciekli przed ukraińskimi nazistami, co opisał w książce wykorzystując notatki ojca. Krzesimir Dębski junior w audycji Radia Kielce wspominał również pracę przy produkcjach stworzonych przez Charliego Chaplina, o pisaniu muzyki do filmów, jeszcze zanim powstawały do nich scenariusze, a także o tym, że nie lubi, tak jak jego syn, rapu. Uważa, że w tej muzyce jest za dużo wulgaryzmów. Dyskografia Krzesimira Dębskiego obejmuj kilkadziesiąt autorskich płyt z muzyką orkiestrową, kompozycjami solowymi i na orkiestrę, muzykę wokalno-instrumentalną, teatralną i baletową, a także filmową i musicalową. W 2010 roku Krzesimir Dębski został uhonorowany Orderem Ecce Homo za „muzyczny retusz na obrazie kraju i świata”, a w 2017 otrzymał Medal „Pro Patria” za „szczególne zasługi dla tradycji niepodległościowej”. W 2024 roku został natomiast odznaczony Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
    Show More Show Less
    37 mins
  • Andrzej Piaseczny o swoich pasjach, udanym związku i wierze
    Dec 7 2025
    Andrzeja Piasecznego znamy, przede wszystkim, jako wokalistę, który zaczynał w grupie Mafia. Dzisiaj z powodzeniem prowadzi solową karierę. W programie „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie” poznamy innego artystę. Artystę, który opowie o swoim układaniu się z sobą, o swoim przyjacielu, z którym tworzy udaną – jak mówi – rodzinę. Tylko u nas Andrzej Piaseczny zdradził co dla niego jest trudniejsze: przyznanie się do wiary w Boga, czy coming out? Co robi w wolnym czasie w ogrodzie, dlatego lubi róże i nie ma drzewek owocowych? O co chodzi z Andrzejem 2.0 i o czym zapomina?
    Show More Show Less
    45 mins
  • Artur Jaroń o muzyce, rodzinie i marzeniach
    47 mins
  • Maciej Siembieda - pisarz
    Nov 23 2025
    Książki Macieja Siembiedy biją rekordy popularności. Filmowcy czekają w kolejce, prawa do ekranizacji sześciu powieści już sprzedano. Maciej Siembieda, pisarz ze Starachowic, w audycji „Dzień dobry, to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” mówi o tym, o czym nie ma w żadnej książce. Szczera i zaskakująca rozmowa z Maciejem Siembiedą w niedzielę, tuż po godz. 10. „Gambit”, „Sobowtór”, „Katharsis”. Książki Macieja Siembiedy od lat są szczytach list bestsellerów. Tym razem jednak pisarz odsłania kulisy swojej najbardziej osobistej powieści - „Gołoborze” - i powraca tam, gdzie wszystko się zaczęło. - Z Gołoborza przenosi się twardość, ostrość, chłód tych kamieni, ale i to, że nic tam nie urośnie, bo nie ma iłu, piasku pod spodem. Na Gołoborzu są tylko żmije. Jednocześnie ono jest od zawsze, ma pół miliarda lat. Gołoborze to przenośnia opisująca te tereny, mentalność. Znajomi spoza województwa świętokrzyskiego po przeczytaniu książki powiedzieli: nie jedź do Kielc, bo cię tam ukamienują. Tymczasem podczas spotkania autorskiego byłem wzruszony ciepłym przyjęciem, nawet dostałem nóż. Na klindze ktoś wygrawerował napis: „Kieleckie. Honor i dyskrecja, dziękujemy Panu Maciejowi”. To jest dla mnie najważniejsze, jak książka została przyjęta tutaj, bo ja nie mam do niej dystansu, nie wiem czy jest dobra czy zła - mówi Maciej Siembieda. Pisarz przyznaje, że duże znaczenia ma dla niego mistyka kielecczyzny, którą poznał w domu. - Dom rodzinny to zawsze był dom pełen duchów. Świat nadprzyrodzony był obecny w moim dzieciństwie - dodaje Maciej Siembieda. Podczas rozmowy wraca wspomnieniami do rodzinnego domu w Starachowicach. - Pierwszą łazienkę, miałem w akademiku, a w domu nie było bieżącej wody, tylko miednica i kuchnia węglowa. Jeśli chciałem się umyć, to musiałem najpierw nagotować wody na kuchni. Chociaż warunki były surowe, to bardzo miło to wspominam - opowiada Maciej Siembieda. Pisarz odsłania też historię pradziadków, dziadków i rodziców. Jak to się stało, że pradziad felczer dostał ziemie w Starachowicach i kim był ślepy Tomasz z jego najnowszej powieści. Maciej Siembieda zdradza też skąd tak dużo w jego powieściach wątków związanych z historią sztuki, wielkimi dziełami malarstwa i jak dużo z Macieja Siembiedy jest w jego popularnej postaci literackiej - Jakubie Kani.
    Show More Show Less
    46 mins